" /> » Jak udało mi się dwa razy w ciągu 10 godzin poddać organizm skrajnemu wysiłkowi Plant Punch | sport – żywienie – lifestyle
cardio problems

Jak udało mi się dwa razy w ciągu 10 godzin poddać organizm skrajnemu wysiłkowi

Spodobał Ci sie wpis? Udostępnij go znajomym.
0 Flares Filament.io 0 Flares ×

Jeśli wpadacie na mój fejsbukowy fanpage, wiecie pewnie, że biorę udział w kwalifikacjach do zawodów crossfitowych. W związku z tym, miałem wczoraj okazję, przez pewien niefortunny przypadek, poddać swój organizm torturom wykonania dwa razy w ciągu 10 godzin treningu kwalifikacyjnego. Było to na tyle ciekawe doświadczenie pod względem obserwacji zdolności regeneracyjnych ludzkiego ciała i granic psychicznych podczas skrajnego wysiłku fizycznego, że chciałbym dokładnie opowiedzieć Wam historię tego dnia.

Dla niewtajemniczonych – kwalifikacje na zawody crossfitowe wyglądają zazwyczaj tak, że organizator ogłasza 2-3 treningi kwalifikacyjne (jeden trening na tydzień), a zawodnicy mają około 4-5 dni na wykonanie poszczególnego treningu dowolną ilość razy i przesłanie nagrania z najlepszym przebiegiem – takiego jak to powyżej. Organizatorz ocenia następnie nagrania pod względem poprawności technicznej wykonywanych ruchów. Najlepszych 20, 30 czy 40 zawodników i zawodniczek (w zależności od ustaleń organizatora) dostaje się na zawody. A jak wyglądają takie zawody możecie obejrzeć na moim kanale youtubowym.

Pierwszą próbę wykonałem 2 czerwca (czwartek), czyli w dzień ogłoszenia treningu. W ciągu 10 minut należało wykonać jak największą liczbę przysiadów ze sztangą, wyciskania sztangi nad głowę i skoków przez skrzynię przeplatanych padnij-powstań co każdą minutę. Mój wynik wyniósł 202 powtórzenia.

Opis treningu:

10′ AMRAP:

9 front squat 35 kg

9 shoulder to overhead

9 box jump over 60 cm

EMOM 3 down-ups

[Jeśli powyższa rozpiska nic Ci nie mówi, koniecznie zajrzyj do mojego Słownika terminów crossfitowych!]

Kolejne podejście miałem wykonać 6 czerwca (poniedziałek), czyli ostatniego dnia na wysłanie nagrania. Tak też zrobiłem. Zacząłem o 11:30. Niestety zegar zatrzymał się na 9:00 (minutę przed końcem…!) więc nie mogłem dokończyć treningu, aby był on zaliczony bez zastrzeżeń. Cały wysiłek poszedł na marne. Kiedy ochłonąłem, postanowiłem, że spróbuję jeszcze raz o 21:15, czyli po około 10 godzinach.

Robiłem wszystko, co się dało, żeby odpocząć i wykorzystałem całą swoją wiedzę dotyczącą wydolności i regeneracji.

  1. Wykonałem godzinny automasaż (taki jak na tym filmie), żeby pobudzić krążenie krwi, zrelaksować mięśnie i odprowadzić z nich zbędne metabolity.

2. Przygotowałem sobie półtoralitrowy koktajl regeneracyjny. 

  • 3 banany
  • 2 gruszki
  • 2 szklanki truskawek
  • 150 g jarmużu
  • 150 g botwiny
  • pół szklanki czarnej porzeczki
  • 1 awokado
  • 1 marchewka
  • 60 g tofu
  • 10 orzechów nerkowca
  • tłoczony sok z jabłek
  • 3 g kreatyny

Dużo węglowodanów, żeby odżywić mięśnie, białko w postaci tofu i orzechów oraz odrobina tłuszczu, aby zwiększyć kaloryczność koktajlu (awokado i orzechy). Dodatkowo awokado zwiększa absorpcję prowitaminy A i pobudza wydajniejszą konwersję prowitaminy w witaminę A. Do tego oczywiście mnóstwo witamin i minerałów zawartych w tym wszystkim. Odrobina kreatyny, żeby odbudować jej zapas w mięśniach.

3. Przespałem się około 2 godziny. Nie ma lepszego sposobu na regenerację organizmu niż sen. Powtarzam to wszystkim osobom, z którymi współpracuję, że sen to jedyny czas w ciągu doby, kiedy zupełnie za darmo działa w naszym organizmie ekipa remontowa.

4. Ładowałem dużo węglowodanów, żeby uzupełnić zapas glikogenu w mięśniach.

5. Wykonałem delikatny, bardzo powolny trucht 800 m, żeby pobudzić syntezę glikogenu oraz podkręcić krążenie krwi, w której w końcu płyną substancje odżywcze potrzebne mięśniom.

6. Wypiłem pół litra soku z buraka – najlepszego źródła azotanów, które w organizmie przekształcają się w tlenek azotu, a ten z kolei może znacznie zwiększyć wydolność. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj: Arsenał wytrzymałościowca, część 1.

7. Zjadłem dwie łyżki siemienia lnianego (kwas ALA) i spożyłem roślinny suplement kwasów EPA i DHA. Wszystkie te kwasy pochodzące z rodziny omega-3 mają szereg dobroczynnych działań związanych z wysiłkiem fizycznym, między innymi minimalizują potreningową bolesność mięśniową oraz poprawiają metabolizm tlenowy. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj: Arsenał wytrzymałościowca, część 2. 

8. 30 minut przed treningiem wypiłem podwójne espresso i wspomogłem się odrobiną guarany, żeby pobudzić organizm i zwiększyć jego wydolność.

9. Wypiłem domowej roboty napój izotoniczny, aby mieć pewność, że organizm jest odpowiednio nawodniony. Przepis znajdziecie tutaj: Arsenał wytrzymałościowca, część 3. 

10. Nastawiłem się psychicznie na całkowity zajazd i zniszczenie. To co często decyduje o sportowym sukcesie to właśnie mocno głowa. W decydujących momentach rywalizacji, kiedy ciało jest na skraju wyczerpania, najważniejsza walka odbywa się w umyśle. Układ nerwowy, chcąc ratować ciało przed śmiercią (taki pierwotny odruch zabezpieczający) „odcina kable” i wysyła sygnał do mięśni, aby nie wykonywały więcej pracy. Sportowiec, który jest najbardziej odporny psychicznie i potrafi przeciwstawić się temu odruchowi, ma większe szanse na zwycięstwo.

cardio problems

I rzeczywiście to drugie podejście było w dużej mierze kwestią umysłową. Całkowity odjazd. Zupełnie coś ponad wysiłek fizyczny. Udało się. Zrobiłem 222 powtórzenia, a więc nawet więcej niż prawdopodobnie zrobiłbym rano, gdyby zegar nie zatrzymał się minutę przed czasem.

Teraz czas na prawdziwą regenerację i odpoczynek! 🙂 Czekam z niecierpliwością na kolejny trening kwalifikacyjny. Trzymajcie kciuki. Moc z Wami!

Spodobał Ci sie wpis? Udostępnij go znajomym.
Copyright © 2013 - 2017 Plant Punch Design: sixbox.es | Hosted by: zenbox