" /> » Muzyka do treningu #1 Plant Punch | sport – żywienie – lifestyle
mm

Muzyka do treningu #1

Spodobał Ci sie wpis? Udostępnij go znajomym.
0 Flares Filament.io 0 Flares ×

Jak powszechnie wiadomo dobra muzyka jest dobra. Tak samo dobry trening jest dobry. Dlatego kiedy dobry trening spotka się z dobrą muzyką rodzą się cuda. Przynajmniej ja tak mam. Odpowiednie dźwięki pomagają mi wprawić się w treningowy nastrój niezależnie od tego jak zmęczony, zły, smutny, zdekoncentrowany czy leniwy się aktualnie czuję. Pomagają też podwoić mi pozytywną energię i dobry humor albo po prostu odciąć się od szumów zewnętrznego świata. Nie oznacza to oczywiście, że do moich uszu nieustannie przyklejone są słuchawki. Lubię też czasem wyciszyć się, wsłuchać się w swoje ciało, wyłączyć na chwilę umysł czy też przeciwnie – pozwolić myślom swobodnie płynąć. Oczywista rzecz, we wszystkim potrzebna jest równowaga.

Przechodząc do sedna, chciałbym podzielić się z Wami odrobiną soundtracku z mojego życia. Proponuję Wam cztery playlisty dostosowane do różnego rodzaju treningu. Piosenki w nich zawarte są bardzo bliskie mojemu sercu, więc cały wpis będzie dość osobisty. Nigdy nie ograniczałem się do konkretnego gatunku – dla mnie zawsze istniała po prostu muzyka. Z tego powodu znajdziecie tu prawdziwą mieszankę wybuchową – klasykę, rock, pop, jazz, rap, electro. Do wyboru, do koloru. Mam nadzieję, że odkryjecie kilka nowych kawałków lub chociaż ułatwię Wam wybór piosenek przy najbliższej nadarzającej się okazji.

muzyka2

1. Pozytywna energia

Pierwsza playlista to mieszanka czystej, dobrej energii. Kiedy czujecie, że kończą się Wam endorfiny, że potrzebujecie porządnej dawki mocy, naładowania baterii czy mocnego kopa radości na pobudkę – ta składanka jest dla Was. Zaczynamy od „Wejścia smoka”, wiadomo, pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Bojowe okrzyki Bruce’a Lee połączone z lekko orientalną, żywiołową muzyką z lat 70. są  w stanie obudzić do życia nawet najbardziej ślamazarnego zombiaka. Nie mogło też oczywiście zabraknąć podkładu do kultowej sceny z Rocky’ego. Jeśli widok Sylwestra Stallone wbiegającego po schodach i boksującego wszystko dookoła Was nie rusza, to naprawdę nie wiem, co robi na Was wrażenie. Potem jest tuż tylko lepiej: Michael Jackson, Red Hot Chili Peppers, Beastie Boys, MGMT, Elvis Presley, Bob Marley i inni. Wszystko naładowane po brzegi najlepszymi emocjami, jakie istnieją w ludzkich sercach i głowach. Kiedy mam trening biegowy, tej playlisty słucham najczęściej.

2. Motywacja

Ta playlista jest dla ostrych zawodników, prawdziwych twardzieli i ambitnych graczy. Bicie osobistego rekordu, bezlitosny i wyczerpujący trening, pokonywanie własnych ograniczeń… Po prostu krew, pot, łzy i tego typu klimaty. Tu znowu z pomocą przychodzi Sylwester Stallone ze swoim tygrysim okiem. Poza tym jest dużo ciężkiego rocka i rapu. Możecie nie lubić Eminema, ale musicie przyznać, że nikt nie pisze lepszych piosenek motywacyjnych. Prawdziwy ogień. Uwielbiam „Harder, Better, Faster, Stronger” Daft Punk, ale Kanye West zrobił mocniejszą wersję tej piosenki (i to chyba jedyna rzecz, która mu wyszła). Z kolei „Remember the Name” i refren „Ten percent luck, twenty percent skill, fifteen percent concentrated power of will, five percent pleasure, fifty percent pain and a hundred percent reason to remember the name” to istny klasyk, z którym utożsamiać się może każdy ćwiczący pochłonięty przez swoją pasję. Playlista dobra do crossfitu albo intensywnych ćwiczeń siłowych czy wydolnościowych.

(Na liście znalazłyby się też ze trzy piosenki AC/DC, ale niestety nie są one dostępne w bibliotece Spotify…).

3. Kalistenika

Nie wiem, czy wiecie, ale dawno temu (w liceum) tańczyłem breakdance. Przez ponad dwa lata byłem bboyem i dość mocno na ten czas zżyłem się z kulturą hip hop. Mało kto wie, że tak naprawdę hip hop opiera się na silnym poczuciu wspólnoty i wsparcia, na uczeniu się od siebie i wzajemnej inspiracji. Chodzi o miłość i pokój, nie o lansowanie się w dresach z krokiem do kolan. Niestety pieniądze i komercja są w stanie zniszczyć wszystko. Po co jednak ta dygresja? A no po to, że breakdance bardzo kojarzy mi się z kalisteniką. Uliczny klimat, spartańskie warunki, grupy treningowe, w których nawiązują się prawdziwe przyjaźnie – to wszystko łączy ze sobą oba ruchu. Ludzie, którzy uprawiają street workout mają nawet pewnego rodzaju jam session – robią improwizowane pompki, tak jak bboye bawią się improwizowanym tańcem. Dlatego właśnie kiedy ćwiczę kalistenikę, lubię słuchać prawdziwie old schoolowej muzyki: James Brown, Sugarhill Gang, Run-DMC… Mam nadzieję, że Wy też poczujecie ten klimat.

4. Rozciąganie

Ostatnia playlista najbardziej różni się od pozostałych. Składa się ze spokojnych, wolnych i nastrojowych utworów, które pomogą się Wam skoncentrować podczas sesji rozciągania, ćwiczenia jogi czy nawet podczas nauki. Tej składanki lubię też słuchać przed snem lub kiedy potrzebuję się zrelaksować. Są tu moje ukochane „Wariacje Goldbergowskie” Bacha w wykonaniu genialnego Glenna Goulda, jest nastrojowy ambient i wieloznaczny post rock. To często bardzo wzruszająco muzyka, przynajmniej dla mnie. Niektóre utwory, zwłaszcza te klasyczne pomagają nastroić fale mózgowe i ułatwiają koncentrację. Bardzo interesującą grupą są Yamato – japońscy bębniarze. Zazwyczaj grają bardzo głośno i żywiołowo – na tej playliście znajduje się ich mało typowa piosenka. Warto się nimi zainteresować, jeśli ktoś lubi kulturę wschodu.

Dajcie znać, jeśli chcielibyście usłyszeć więcej mojej ulubionej muzyki treningowej. Chętnie też dowiem się, czego Wy słuchacie, dlatego zachęcam do zostawiania komentarzy. Do przeczytania i udanego treningu! 🙂

JS

Spodobał Ci sie wpis? Udostępnij go znajomym.
  • karolina

    https://www.youtube.com/watch?v=lPVBrRd9wCo najlepszy kawałek do treningu !\

  • Krzysztof Lenart
  • a ja, chociaż mam swoje ulubione kawałki jak każdy, podczas treningu na siłowni słucham tego, co leci z radiowęzła. Bo, szczerze mówiąc, wkurzają mnie trochę ludzie w słuchawkach 😉 robię trening obwodowy, więc co chwila potrzebuję innego sprzętu- hantli, sztangi, jakiejś maszyny. Często jak jest duży ruch, akurat są zajęte, więc podchodzę, pytam: mogę sobie zrobić serię w twojej przerwie? I zazwyczaj nie ma z tym problemu, wszystko idzie płynnie. Ale jak trafię na serię „tajniaków” ze słuchawkami w uszach.. „mogę sobie zrobić serię?” „co?” [wyjmuje słuchawki] „mogę sobie zrobić serię?” „jasne.”. kolejny przystanek, taka sama sytuacja..i tak kilka razy pod rząd. A niektórzy chodzą z głową w chmurach i nawet nie widzą, że do nich gadam. To potrafi być dość irytujące ;))

Copyright © 2013 - 2019 Plant Punch Design: sixbox.es | Hosted by: zenbox