" /> » Roślinna Anglia Plant Punch | sport – żywienie – lifestyle
roslinna-anglia-1-okładka

Roślinna Anglia

Spodobał Ci sie wpis? Udostępnij go znajomym.
0 Flares Filament.io 0 Flares ×

Jeśli jeszcze nie wiecie, uwielbiam podróżować. Tak, brzmi to bardzo banalnie, zdaję sobie z tego sprawę. Przecież teraz każdy uwielbia podróżować, wrzucać foty na fejsa i na insta, chwalić się kolejnym ciepłym krajem, do którego jedzie się na wakacje i tak dalej. Jakkolwiek jednak modne/hipsterskie/fajne/lanserskie czy też nudne/głupie/niefajne/niebezpieczne są podróże, ja je po prostu lubię. I tyle. Bez nadymania się, bez spiny. Po prostu. Zwyczajnie. Choć bardzo bliskie są mi rozmaite wygody życia, jak choćby domowy mikser, który zawsze przygotowuje moje ulubione koktajle, wyrwanie się z domu przynajmniej na kilka dni działa na mnie uzdrawiająco. Spodziewajcie się więc co jakiś czas wpisów w kategorii Lifestyle właśnie o moich odwiedzinach w przeróżnych zakątkach świata. Ostatnio byłem w Berliniezamieściłem też na blogu poradnik o tym, jak podróżować roślinnie. Tym razem, wpadłem do Anglii – tuż przed świętami. Oczywiście, jak zwykle, szukałem śladów roślinożerców!

Zatrzymałem się w Oksfordzie – pięknym, cichym, spokojnym miasteczku. Średniowieczne zamki, sympatyczni ludzie, piętrowe autobusy, zero pośpiechu i stresu, cudowne widoki i tereny do biegania. Większość osób porusza się tu rowerami, a pojazdy komunikacji miejskiej pracują na hybrydowych silnikach, poziom zanieczyszczeń jest więc dość niski. Polecam wszystkim wielbicielom dawnej architektury no i oczywiście fanom Harry’ego Pottera (Hogwart to w połowie studio filmowe, a w połowie Oksford). Idealne miasto, dla tych, którzy nie czują się dobrze w wielkomiejskim zgiełku.

roslinna-anglia-8

Co zatem warto zobaczyć w Oksfordzie? Wszystko. Całe centrum miasta jest godne uwagi. Rozsiane po okolicy college uniwersyteckie mieszczą się w większości w średniowiecznych budynkach, które tworzą magiczną atmosferę. Do tego w Oksfordzie znajduje się, według tego, co powiedział mi sympatyczny przewodnik, największa w Europie księgarnia pod względem powierzchni Blackwell Bookshop. Istny raj na ziemi. Oprócz tego, że jestem fanatykiem sportu i aktywności fizycznej, jestem też poniekąd molem książkowym, dlatego na kilka godzin zniknąłem pomiędzy półkami. Koniecznie tu zajrzyjcie.

The Norrington room in Blackwell bookshop, Oxford

Przejdźmy jednak do tego, co zapewne interesuje Was najbardziej – roślinne miejsca w Oksfordzie. Jest ich naprawdę całkiem sporo. Najbardziej wymownym przykładem będzie budka na świątecznym jarmarku z bezmięsnymi hot dogami, czyli „Not dogs„. Co prawda nie skusiłem się na żadnego, ale wyglądały dość obiecująco.

roslinna-anglia-4

Świetnym miejscem, jeśli ktoś lubi uliczne jedzenie jest Gloucester Green Farmers’ Market (otwarty w środę, czwartek i sobotę). Na kilku straganach dostępne były warzywne wersje dań. Nie obyło się oczywiście bez śmierdzących kebabów i tym podobnych budek. Na szczególną uwagę zasługuje jednak stoisko Taste Tibet, na którym prawdziwy Tybetańczyk gotuje świetne orientalne dania: dal (gulasz) z soczewicy, curry, pierożki czy zupę weselną. Jedzenie jest niesamowicie smaczne, ponieważ Yeshi przygotowuje je z warzyw, które sam hoduje w swoim ogródku lub kupuje od organicznych kooperatyw. Yeshi to otwarty i przyjazny człowiek o niezwykłej historii życiowej. Zajadając przepyszne curry, uciąłem z nim sobie krótką pogawędkę, podczas której opowiedział mi o swojej rodzinie i dzieciństwie w Tybecie. Wychowany przez w połowie nomadycznych rolników jako chłopiec opiekował się owcami i jakami. W wieku 19 lat wyruszył do Indii wraz z bratem, by pomóc mu w zostaniu mnichem. Tu poznał Angielkę, z którą ożenił się i razem przeprowadzili się do Oxfordu. Niestety, Yeshi nie może wrócić do Tybetu ze względu na skomplikowaną sytuację polityczną. Swojej rodziny nie widział od ponad 15 lat. Całą historię możecie przeczytać tutaj. Szczerze zachęcam Was do tego, bo takich ludzi jak Yeshi jest niewiele na tym świecie. Smakując dania przygotowywane przez niego można naprawdę poczuć się jak tybetański osadnik, wyizolowany od zgiełku i zamętu naszej cywilizacji.

roslinna-anglia-7

roslinna-sila-5

roslinna-anglia-6

Kolejnym ciekawym miejscem jest Covered Market. Mnóstwo kolorowych stoisk z ogromną ilością warzyw i owoców. Co prawda,osiedlowe sklepy mają zdecydowanie lepsze ceny, ale różnorodność dostępnych tu rzeczy jest imponująca. Choć niestety nie udało mi się wpaść do Alpha Bar, w którym podawane są wegańskie lunche, wiem, że jest to miejsce godne polecenia.

roslinna-anglia-1

Wydaje mi się, że to kwestia nie tylko Anglii, ale ogólnie zachodu – produkty roślinne i bezmięsne wersje dań są dostępne tutaj praktycznie wszędzie. Przeglądałem nawet codzienne menu Balliol College – również zawierało wegańską pozycję. Mleko ryżowe, kokosowe, migdałowe czy sojowe kosztuje w graniach 1,50 £. Choć w przeliczeniu wychodzi to niewiele taniej niż u nas, trzeba wziąć poprawkę na warunki ekonomiczne Anglii. Prosty przykład: minimalna stawka za godzinę wynosi 6,30 £. Największa kawa w Starbucksie kosztuje ok. 3,50 £. U nas za godzinę niektórzy dostają po 5-7 zł. Największa kawa w Starbucksie kosztuje ok. 16 zł. Spora różnica, co? W ogóle wszystkie warzywa i owoce są tutaj w bardzo dobrej cenie: kilogram batatów za mniej niż funta, kilogram bananów za mniej niż funta, i tak dalej…

roslinna-anglia-2

Z Oksfordu w bardzo prosty i szybki sposób można dostać się do Londynu. Istnieje specjalny autobus Oxford Tube, który przez całą dobę kursuje między oboma miastami. Odjeżdża co każde 10 minut. Jednorazowy bilet (kurs w dwie strony) kosztuje między 15 a 20 £. Zatem, nie mogłem nie skorzystać z okazji i wpadłem też do Londynu. Tutaj liczba roślinnych punktów jest potężna, musiałem więc dokonać trudnego wyboru.

Miejscem obowiązkowym, absolutnie koniecznym do odwiedzenia jest Nama Foods w Notting Hill. Restauracja ta serwuje dania kuchni surowej, a więc obróbka termiczna produktów nie przekracza temperatury 42 stopni. Oczywiście wszystko jest wegańskie. Zamówiliśmy z moją dziewczyną dwa obłędne dania: zieloną lasagnę i tajskie curry kokosowe. Makaron z cukinii, ryż z kalarepy, mnóstwo świeżych warzyw i przepyszne sosy. Jedzenie wygląda świetnie na zdjęciach, a smakuje co najmniej dziesięć razy lepiej. Niestety w środku było dość ciemno, nie mogłem więc zrobić zbyt dobrych zdjęć, dlatego posługuję się fotografiami z fanpage’a restauracji.

roslinna-anglia-11

Dania główne okazały się być jednak niczym wobec deseru. Nama przygotowuje niewyobrażalną ilość różnego rodzaju surowych ciast: kakaowe, orzechowe, z musem owocowym, z suszonych owoców i miliony innych kombinacji. W menu dostępny jest talerz słodkości, na którym serwowane są małe kawałki kilku ciast. Ten deser był moim największym orgazmem żywieniowym, jaki pamiętam. Nie spodziewałem się, że z surowych składników można przygotować tak różnorodne i tak nieziemsko dobre rzeczy.

roslinna-anglia-12

Wild Food Cafe to bardzo oryginalna i ciekawa knajpa. Niestety ceny są wyjątkowo nieadekwatne do ilości jedzenia, jaką się dostaje. Trzeba jednak przyznać, że dania są bardzo smaczne, przygotowane „na dziko”, w trochę afrykańskim stylu. Miejsce znajduje się w Covent Garden i serwuje głównie dania wegańskie – surowe i gotowane. Warto zajrzeć również ze  względu na specyficzną atmosferę. Robią naprawdę dobry hummus.

roslinna-anglia-10

roslinna-anglia-3

Wielbiciele muzeów i sztuki muszą  koniecznie odwiedzić National Art Gallery. Wejście jest za darmo. Muzeum Historii Naturalnej to miejsce, w którym można spokojnie spędzić kilka dni. Zwłaszcza, jeśli ma się bzika ma punkcie nauki i przyrody. Nie mogłem się opanować i pomimo bardzo ograniczonego czasu zajrzałem na chwilę i tu, i tu.

roslinna-anglia-9

Podsumowując, Anglia jest miejscem przyjaznym roślinożercom, choć niektóre sfery życia wymagają tutaj sporych nakładów finansowych. Wynajęcie pokoju czy komunikacja miejska to dość drogie rzeczy. Dla przykładu jednorazowy bilet do metra kosztuje prawie 5 £! Przy odpowiednim zaplanowaniu podróży, można jednak spędzić tu bardzo przyjemny czas. Osobiście wolę Oksford. Londyn jest zbyt przytłaczający. Choć sam wychowałem się w dużym mieście i wciąż w nim żyję, funkcjonowanie na co dzień w tak ogromnej metropolii byłoby dla mnie niezwykle wyczerpujące. Warto jednak wpaść do stolicy Anglii ze względu na świetne muzea i przepyszne surowe jedzenie w Nama Foods. Jeśli natomiast będziecie w Oksfordzie koniecznie odwidźcie Taste Tibet i przybijcie piątkę Yeshiemu!

JS

Spodobał Ci sie wpis? Udostępnij go znajomym.
  • Surowe wegańskie jedzenie serwuje też Inspirallounge na Camden 🙂

Copyright © 2013 - 2019 Plant Punch Design: sixbox.es | Hosted by: zenbox