" /> » Runmageddon Hardcore – relacja Plant Punch | sport – żywienie – lifestyle
runmageddon-hardcore-4

Runmageddon Hardcore – relacja

Spodobał Ci sie wpis? Udostępnij go znajomym.
0 Flares Filament.io 0 Flares ×

Tak, wiem. Od Hardcore’a, czyli jednego z najtrudniejszych półmaratonów w Europie, minęły już ponad dwa tygodnie, a ja dopiero teraz zabieram się za relację. Usprawiedliwienie? Następnego dnia po zakończeniu biegu musiałem zacząć ostre przygotowania do egzaminów na kursie instruktorskim…. Opłaciło się, bo wszystko zdane! Poza tym przedwczoraj wróciłem z tygodniowej wycieczki do Anglii, o czym też oczywiście powstanie wpis. Nie mogę sobie jednak pozwolić na ominięcie tej relacji, bo Runmageddon Hardcore to było po prostu zbyt mocne przeżycie, by zwyczajnie je przemilczeć. Dlatego cofnijmy się w czasie o dwa tygodnie…

runmageddon-hardcore-2

Obudziłem się o 7:00, żeby zdążyć zjeść odpowiednią ilość kalorii przed startem. Zresztą i tak mogłem ledwo spać z emocji. Dzień wcześniej oczywiście ładowałem węglowodany, więc miałem mnóstwo glikogenu w mięśniach. Moje śniadanie składało się z 10 bananów, sporej garści daktyli, butelki wody kokosowej i łyżki cynamonu. Wszystko zmiksowane razem w blenderze. Potrzebowałem dużo energii (daktyle i banany), odpowiedniego nawodnienia (woda kokosowa) i czegoś, co mnie ogrzeje i podniesie temperaturę ciała (cynamon). Do torby spakowałem jeszcze pół tabliczki gorzkiej czekolady (75%), którą pochłonąłem około 30 minut przed ruszeniem mojej fali – musiałem uzbroić się w odrobinę tłuszczu i pozytywnego nastroju. Teraz zostało już tylko dobrze się rozgrzać i wyciszyć wewnętrznie.

Organizatorzy Runmageddonu muszą mieć jakieś znajomości na górze, bo 30 listopada był póki co najzimniejszym dniem tej zimy. Jesteśmy w połowie grudnia, a temperatura sięga ledwo okolic zera. Do tego jeszcze pada deszcz. Tamtego dnia natomiast słupek rtęci znajdował się na poziomie od -8 do – 10 stopni Celsjusza. Bardzo istotne było więc ubranie się w ten sposób, by przy optymalnej ochronie przed zimnem zachować odpowiednią mobilność.

  • Dół: dwie pary legginsów biegowych, termiczne krótkie spodenki, dwie pary getrów.
  • Góra: Koszulka termiczna z długim rękawem, bawełniana koszulka z długim rękawem, ortalion i dres biegowy.
  • Dodatki: gruby wełniany golf pod szyję, drugi golf z polaru, przylegająca do głowy czapka, rękawiczki nieprzepuszczające powietrza i druga para rękawiczek ochronnych (bez palców), buty obklejone taśmą klejącą, by nie zgubić ich przypadkiem w błocie na dnie wody…

runmageddon-hardcore-3

Pierwsza fala, która ruszyła o 9:00 ślizgała się po lodzie, zamiast przedzierać się przez szuwary z wodą po pas. Dopiero kiedy tafla pękła pod ciężarem kolejnych uczestników, zaczął się prawdziwy odlot. Startowałem o 10:00, więc po ślizgawkach nie było śladu. W zamian, zanurzałem się po kolana albo nawet po pas w lodowatej wodzie o temperaturze poniżej zera stopni. Od razu uprzedzę pytania – tak, woda może mieć temperaturę niższą niż zero i nie zamarznąć (patrz: ciecz przechłodzona). 

Po dziesiątej przeszkodzie wodnej przestałem już liczyć kolejne. I przede wszystkim przestałem czuć zimno. Organizm się przyzwyczaił. Co prawda, traciłem czucie w stopach i łydkach, ale krew krążyła na tyle sprawnie, że ciepło szybko wracało do kończyn. Najdrastyczniejszym spotkaniem z wodą był dla mnie małpi gaj, czyli pozioma drabina. Niestety większość uczestników przechodziła ją górą, zamiast zrobić to w stylu tarzana. Wszystkie drążki były więc pokryte wodą i błotem, co sprawiało dodatkowe trudności w utrzymaniu chwytu. Ironicznie dłoń wyślizgnęła mi się przy samej końcówce i w ten sposób zafundowałem sobie kąpiel praktycznie całego ciała. Oprócz głowy.

runmageddon-hardcore-4

Pierwsze 10 km przebiegłem dość asekuracyjnie. Nie wiedziałem, czego dokładnie się spodziewać. Poza tym, był to dopiero drugi raz, kiedy zaliczałem dystans pół maratonu (pierwszy raz zrobiłem to 10 dni przed startem…). Z tego powodu pierwsza połowa zajęła mi aż półtorej godziny. Potem stało się coś niesamowitego. Poczułem, że mam jeszcze duży zapas sił, postanowiłem więc przyspieszyć. Z każdym kolejnym kilometrem i każdą kolejną mijaną osobą poziom energii podnosił się, a uśmiech na twarzy rósł coraz szerszy. Bieg sprawiał mi ogromną przyjemność. Nie wiem, czy to kwestia endorfin, świetnej atmosfery czy czegoś innego, ale czułem się niemal jakbym był niezniszczalny. Udawało mi się nawet pokonywać trzymetrowe ściany bez asysty innych uczestników – wystarczył dobry rozbieg, odpowiednie wybicie się i mocne podciągniecie do góry. Drugą połowę trasy udało mi się zamknąć w około godzinę.

Oczywiście podczas biegu spotkałem wielu świetnych ludzi. Ucinaliśmy krótkie pogawędki i pomagaliśmy sobie przy niektórych przeszkodach. Tego typu sytuacje to znak firmowy Runmageddonu. Tak samo zresztą jak idealna organizacja i logistyka. Bardzo dobrze oznaczona trasa, do tego każdy kilometr trasy oznaczony tabliczką, mnóstwo wolontariuszy, dwa punkty żywieniowe, wymagające i pomysłowe przeszkody. Po prostu miodzio.

To był mój trzeci Runmageddon w tym roku. Najtrudniejszy i najbardziej wymagający. Wbrew pozorom jednak biegło mi się go najprzyjemniej. Cały rok sumiennych i systematycznych treningów opłacił się. Czułem, że jestem odpowiednio przygotowany kondycyjnie i sprawnościowo. Byłem też uzbrojony w doświadczenie nabyte podczas poprzednich edycji.

runmageddon-hardcore-1

Oprócz 21 kilometrów, musiałem pokonać ponad 80 przeszkód: czołganie się pod zasiekami, ciągnięcie za sobą kamiennych bloków, wspinanie się po pionowych przeszkodach, wdrapywanie się po oponach, łańcuchach i sznurach, dźwiganie opon, przeprawianie się przez wodę w różnej postaci… Jedna z przeszkód była jednak szczególnie miażdżąca – spacer przez około 800 metrów z betonowym klocem ważącym tak na oko 12 kilogramów – nie muszę chyba nic więcej dodawać 😉

Jak wspominałem to już mój trzeci Runmageddon w tym roku. O pozostałych dwóch możecie przeczytać tutaj i tutaj. Za ukończenie wszystkich biegów otrzymałem tytuł Runmageddon Weterana. I powiem Wam szczerze, że na początku tego roku nie spodziewałem się, że uda mi się tak dużo osiągnąć. Oczywiście, wierzyłem w siebie i na treningach dawałem z siebie wszystko, ale dzięki tym biegom przesunąłem swoją granicę znacznie dalej niż planowałem.

runmageddon-hardcore-5

Spodobał Ci sie wpis? Udostępnij go znajomym.
  • Też mnie zastanawiały te boskie układy – ciekawe ile musieli wyłożyć za taki mróz 😀

    • PlantPunch

      Biorąc pod uwagę obecną pogodę, myślę, że był to bardzo gruby hajs 😀

  • Pytlik

    Twoje wpisy o runmagedonie dały mi dużo pokory do mojego wewnętrznego marudzenia co do zimnego wiatru podczas wieczornego biegania i niedogodności biegania z psem (od jakiegoś czasu biegam z psem brata, on potrzebuje troche ruchu ale ma swoje gorsze dni- to amstaf, czasem robi mi wyścig rydwanów a czasem zatrzymuje się jak taka krowa)/ Myślę, że to wszystko nic w porównaniu do tego:D Jeszcze raz gratulacje i pełen szacun!

  • Ewa Gryszkiewicz

    Tez tak chce cierpiec! 😀 moze kiedys…

Copyright © 2013 - 2019 Plant Punch Design: sixbox.es | Hosted by: zenbox